Nie przeczy temu statystyka wskazująca, że większość zwierząt trafiających do schronisk jest oddawana do "adopcji". Pomijając sprawę wiarygodności urzędowych statystyk w tym względzie, trzeba wskazać, że opiekuńczy sztafaż jest istotnym warunkiem takiej działalności. Adopcje, imprezy, zbiórki, apele prasowe, itp. pozyskują akceptację społeczną dla schronisk i koją serca publiczności. Głoszenie opiekuńczych celów pozwala także wydawać z budżetów gmin setki złotych na wyłapanie i umieszczenie w schronisku zwierzęcia, o którym często wiadomo z góry, że nie pożyje dłużej niż przez dwa tygodnie kwarantanny.
Liwidacja zwierząt w schroniskach dokonuje się na różne sposoby. Jedne nielegalnie uśmiercają zwierzęta by nie przepełniać schroniska i zachować w nim standard warunków bytowych świadczący o dobrej opiece. Inne głośno odżegnują się od celowego uśmiercania, ale zagęszczają zwierzęta tak, że te konają same wskutek zagryzień, chorób i złych warunków. Przedsiębiorstwa prywatne z reguły wolą działać dyskretnie i pozbywają się zwierząt po cichu, np. wywożąc je do lasu.
Prawo nie reguluje warunków bytowych ani losów zwierząt w schroniskach, a urzędowa kontrola ze strony Inspekcji Weterynaryjnej jest fikcją. W przypadkach, gdy los zwierząt stawał się przedmiotem bardziej wnikliwych dociekań, np. ze strony prokuratury, systematycznie okazywało się, że nadzór Inspekcji służy bardziej ukrywaniu losów zwierząt niż ich jawności.
Praktyka funkcjonowania większości schronisk jest nie tylko okrutna, ale także irracjonalna, bo nijak nie służy rozwiązywaniu problemu bezdomnych zwierząt. Faktycznie stanowi tylko uzupełnienie rynku niekontrolowanego rozmnażania i handlowania zwierzętami domowymi. Zwierzęta domowe stały się bowiem towarami produkowanymi i wymagającymi utylizacji podobnie jak inne przedmioty masowej konsumpcji. Jest to łatwy biznes, bo nie ograniczony żadnymi formalnymi wymogami, nawet podatkowymi. Hodowlą psów zajmują się legalnie nawet bezdomni alkoholicy koczujący na podmiejskich działkach.
Problemem nadmiaru niechcianych zwierząt można natomiast łatwo obciążyć budżety gmin, zobowiązanych do zachowania porządku, czystości i bezpieczeństwa. Publiczne pieniądze przeznacza się zatem na wyłapywanie i utylizację tych zwierząt w schroniskach zamiast na zapobieganie rozmnażaniu i bezdomności. W ten sposób zamyka się koło zarabiania na zwierzętach domowych.
Taka jest państwowa polityka wobec problemu nadmiaru zwierząt domowych. Jest ona dokładnym odwróceniem modelu przewidzianego w Europejskiej Konwencji Ochrony Zwierząt Domowych, która przewiduje, z jednej strony, państwowy nadzór nad całym obrotem zwierzętami domowymi – co umożliwia skuteczne zapobieganie bezdomności, a z drugiej przewiduje wyłącznie charytatywny, niedochodowy charakter opieki schroniskowej (animal sanctuaries, refuges pour animaux).
Polska nie podpisała tej Konwencji ani nie dostosowuje polskiego prawa do potrzeb racjonalnego traktowania zwierząt domowych. Rządzący wolą trwonić publiczne pieniądze na rzekomą opiekę, a zadania prewencji zostawiać bezradnym miłośnikom zwierząt. Takie postawienie sprawy na głowie jest bowiem wygodne i zyskowne. Istniejącego modelu broni splot interesów urzędników, weterynarzy i różnych organizacji działających za gminne pieniądze. Szerzy się korupcja i urzędowe zakłamanie. Do schronisk, gdzie psy się regularnie zagryzają, prowadzane są dzieci szkolne na lekcje "edukacji humanitarnej".
Niekomercyjne inicjatywy opieki nad bezdomnymi zwierzętami są zasadniczo "nielegalne", bo nie mieszczą się w przepisach przewidzianych dla przedsiębiorstw gospodarki komunalnej. Bywa więc, że prezentują sobą obraz rozpaczy w jakiej działają opiekunowie zwierząt. Są oni stale wystawieni na szantaż moralny ze strony otoczenia, które podrzuca zwierzęta, a jednocześnie domaga się likwidacji uciążliwych przytułków. Schroniska takie bywają brutalnie likwidowane w imię zagrożenia powodowanego przez nieodpowiedzialnych opiekunów.
By zerwać z barbarzyńskim modelem traktowania bezdomnych zwierząt niezbędne są zmiany przepisów prawa. Jednak koniecznym jest także, by obywatele i podmioty zainteresowane opieką nad zwierzętami potrafili stworzyć własne sposoby finansowania takiej opieki.
Przekonaliśmy się, że można liczyć na ofiarność społeczeństwa na rzecz inicjatyw o wiarygodnym, charytatywnym charakterze. Zakładamy, że można na tym budować model charytatywnej opieki nad zwierzętami, a równocześnie żądać od urzędników i polityków skutecznych programów zapobiegawczych i egzekwowania prawa chroniącego zwierzęta.
Dla niezależnych działań charytatywnych istnieją już podstawy prawne, zwłaszcza w ustawie o działalności pożytku publicznego i wolontariacie. Brakuje natomiast samoorganizacji pozwalającej konsekwentnie zerwać z modelem finansowanej przez urzędników "opieki". Zwłaszcza, że istniejące organizacje pozarządowe są często mocno uwikłane w ten model działania. Przykładem jest ogólnopolskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, którego kierownictwo od lat bierze udział w urzędowej eksterminacji bezdomnych zwierząt.