06.12.2007
Koń Lena.
Opiekun: Izabela Smolińska, Fundacja Zwierzę nie jest rzeczą.
Warszawa, fundacja.konie@wp.pl
Zbieramy na leczenie i walkę sądową o odebranie praw własności do Leny.
Lena kiedyś była pięknym siwym koniem. Przez 16 lat ciężko pracowala dla swojego właściciela, który nie zapewnił jej podstawowej opieki. Teraz Lena jest wrakiem. Walczy o życie.
Walczy podwójnie. Po pierwsze walczy ze swoim kalectwem, żeby mogła normalnie chodzić. Po drugie walczy przed sądem, aby już nigdy nie wróciła do swojego właściciela, który natychmiast sprzeda ją na karmę dla lisów (w chwili obecnej jej mięso nie posiada żadnej wartości).
Lena jest bardzo wyniszczona pracą. Ma niesprawną jedną tylną nogę, a od ciągłego pokładania się na ziemi ogromną , otwartą, krwawiącą ranę na łokciu.
Mimo , że niesprawną nogę podciąga co chwilę do góry jak kogut, właściciel regularnie używa jej do prac polowych, leśnych, zaprzęga do wozu. Lena porusza się na trzech nogach, a czwartą przesuwa mocno pod brzuch i ciągnie po ziemi.
Do takiej patologii doprowadził sam właściciel. Kupił Lenę, jak była źrebakiem, całe życie pracowała na jego utrzymanie..., zachorowała na ochwat i nie była leczona.

Ochwat na tylniej nodze wynika przede wszystkim z przeciążenia pracą. W wyniku nagromadzenia płynu zapalnego doszło do przemieszczenia kości kopytowej i rozerwania kopyta. Lena nie miała na czym stać, a musiała pracować, więc instynktownie zaczęła odciążać chorą nogę. Noga była coraz słabsza i coraz bardziej bezwładna, zaczęły zanikać mięśnie, a cała kończyna uległa deformacji. Kopyto jest zupełnie płaskie, bez ściany bocznej, z ogromną dziurą do wewnątrz.
Od tego momentu Lena wykorzystywała każdą chwilę, żeby się położyć i odciążyć nogę. Wybierała zawsze ten sam bok, aż odgniotla się przednia noga...
Zrobiła się narośl, potem guz, potem rana...też oczywiście nie leczone, więc stwardniało, zdziczało, zaczęło ropieć, krwawić...
Lena to imię robocze. Przywiozłam ją do siebie przedwczoraj i chwilowo tak ją nazwałam . Na prawdę nazywa się Baśka, ale mam nadzieję , że to już przeszłość.
Lena miała szczęście bo w jej wiosce powiatowy lekarz weterynarii potrafił i nie bał się napisać prawdę.A to wciąż rzadkie przypadki. Pani doktor wydała opinię, że właściciel dopuścił się rażącego zaniedbania zagrażającego życiu zwierzęcia, a miejscowy wójt wydał decyzję o czasowym odebraniu konia i przekazaniu go do schroniska.
Lenę trzeba wyleczyć i odżywić...,w międzyczasie sąd zadecyduje o jej dalszym losie. Czy wróci do właściciela, czy może zasłużyła już na emeryturę.
Bardzo proszę o pomoc dla Leny. Trzeba ogromnej pracy i nakładów, żeby przywrócić ją do normalnego życia. Wójt zobowiązał gminę do zwrotu kosztów leczenia Leny-na czas chwilowego pobytu konia w schronisku- ale nie wiemy na razie do jakiej wysokości i w jakim terminie. Poza tym nie wyobrażamy sobie , żeby Lena wróciła do domu . Będziemy walczyć, aby sąd odebrał ją właścicielowi.
Izabela Smolińska
Fundacja Zwierzę nie jest rzeczą