Psi Anioł > Azyl > ABC Adopcji > W nowym domu
Adoptowałeś/aś psa lub kota z Azylu pod Psim Aniołem?
Wyślij Waszą historię na azyl@psianiol.org.pl, mile widziane zdjęcia.


.jpg)






Maura była małą wystraszoną przylepą, wymagającą podkarmienia. udało się, bo przez te 5 miesięcy urosła i nabrała ciała i urody;)
Jest spokojną sunią, przylepną, towarzyską (ma dużo psich kolegów i koleżanek)lubi gryźć zabawki, mało szczeka, głównie wtóruje innych pieskom,
choć czasem potrafi pokazać na co ją stać. lubi tropić, jest silna i pojętna choć za piłką biega tylko w jedną stronę;)
uwielbia chować się pod łóżkiem, gdzie ma swoje skarby.
Córka dobrze sobie z Maurą radzi, więc Maura ma towarzystwo w sumie 3 Pań.

W styczniu 2009 przeglądałam stronę internetową Azylu oglądając psy do
adopcji potrzebujące takowej pilnie. Moją uwagę zwrócił na siebie rudy
mieszaniec amstaffa imieniem Tyson. Miał dwie fotki. Na obu leżał ze
smutnym i obojętnym wzrokiem. Postanowiłam go adoptować.
Zanim doszło do adopcji, to kilka razy przyjechałam aby wyjśc z
Tysonem na spacer żeby wiedzieć czy pies mnie akceptuje. Udało się.
Dwa dni po podpisaniu dokumentów adopcyjnych pies został do mnie
przywieziony. Niestety w weekend okazało się, że mam alergię. Nie
przyszło mi do głowy aby to sprawdzić, ponieważ wcześniej miałam psa
przez 11 lat i nic się nie działo. W poniedziałek Tyson niestety
wrócił do schroniska. Ja piorunem śmignęłam na badania. Potwierdziło
się mam alergię. Ale dowiedziałam się, że mogę brać zastrzyki
odczulające i jednocześnie mieć psa! Zatem po Tysona wróciłam 2
tygodnie później.
Pies odrazu się zaaklimatyzował. Oczywiście jego ulubionym miejscem
stała się skórzana kanapa... :)
Na początku wskakiwał na stół na blaty w kuchnii nie rozumiał, że zlew
to nie miejsce do sadzania swojego tyłka tylko do mycia jego misek.
Postanowiłam pójść z nim na szkolenie. Ale zanim zdecydowałam się na
zajęcia grupowe to pierwsze poprosiłam o indywidualne zajęcia z
gościem który kiedyś trenował psy policyjne. Podstawy opanowałam.
Głównie zależało mi na tym aby nauczyć się reagować na agresję i ją
zniwelować i aby pies był przyjazny wonec innych psów i ludzi. W marcu
2009 zaczęła się praca grupowa. Skończyła się dosyć szybko, bo 4
kwietnia Tyson szarpnął tak mocno, że ja upadłam. Upadając złamałam
kości lewego śródstopia. Miesiąc wyjęty z kalendarza. Ale nie poddałam
się. Z gipsem na nodze o dwóch kulach i z amstaffem na smyczy
pomykałam na spacery. Wtedy Tyson nauczył się powoli chodzić podczas
spacerów ;)
Ale gips zdjęłam i było wygodniej. Obok osiedla na którym mieszkam
jest jeszcze niezabudowana łąka, na którą chodzą inni ludzie ze swoimi
psiakami. Głównie są to jakieś mega rasowe goldeny czy labki. Na
początku bali się jak widzieli Tysona, ale mówiłam, że jest łągodny i
będzie chciał się bawić. Niewierzyli i byli niepewni ale się
przekonali i tak Tyson ma teraz watahe sierściuchów z którymi prawie
każdego dnia się bawi. A jego pańcia ma nowych bardzo miłych
znajomych. Jego ulubiona psia koleżanka to Luna - labradorka. Mimo iż
Tyson jest najstarszy (obecnie ma 3,5 lub 4 lata) to nie jest
osobnikiem Alfa w tym stadzie psów.
W lecie mało brakowało a zszedłby - tzn. pikawa by mu sie przekręciła
i po psie. Po spacerach widziałam, że jego "podwozie" jest
zaczerwienione i poranione. Na początku myślałam, że to efekt biegania
po krzakach i zabawy z psami. Ale zauważyłam, że ciężko oddycha,
sapie, a oddech jest płytki i bardzo przyspieszony. Pobiegłam do Veta.
Dostał sterydy. Okazało się, że ma alergię na trawy... :( Nie chciałam
go faszerować lekami odczulającymi narazie poprzestałam na specjalnym
antyalergicznym szamponie i spraju które są używane po każdym
spacerze.
W październiku wróciliśmy na grupowe szkolenie z podstawowego
posłuszeństwa PT. Nie przystąpiliśmy do egzaminu, ponieważ nie
potrzebny mi jest dyplom, bo do niczego mi się nie przyda. Ale za to
na wiosnę idziemy na Agility aby dalej się wspólnie bawić.
Zakończenie szkolenia PT to nie koniec ćwiczenia z psem. Znajomi z
którymi się spotykam na codziennych spacerach też byli na szkoleniu
więc wszyscy każdego dnia ćwiczymy ze swoimi psami. Jest to fajne, bo
ćwiczymy skupienie swoich psów na sobie podczas gdy inne psy
rozpraszają. Super ćwiczenie!
Tyson jest nadywraz spokojny, miły i przyjacielski, chociaż nienarzuca
się innym. Jest raczej wycofanym obserwatorem. Gdy przychodzą goście
to siada lub kładzie się przy stopach odwiedzajcych mnie i pilnuje ich
:) znajomi się smieją, że pilnuje ich aby mi nic z domu nie nieśli ;)
Każdy mi mówi, że mam super grzecznego psa! A dotego jest zabawny.
Kiedy byli u mnie goście, podszedł do jednej z koleżanek. Głaskała go
po głowie. Nagle odwrócił się do niej tyłem, podniosł ogon i zanieczyścił powietrze i
natychmiast uciekł... co za łobuz! Nie bardzo lubi być głaskanych
przez obcych ludzi. Chociaż jesli na osiedlu jakiś dzieciach chce go
pogłaskać to każ Tysonowi zrobić "siad" lub "leżeć" i wtedy pokazuję
jak się prawidłowo głaska psa. Przy okazji uczę rodziców jak się
podchodzi do psa i czego niewolno.
Raz wyprowadził mnie z równowagi gdy ze spiżarki na środek mieszkania
wyciągnął mi 20 kg mąki (z której piekę chleb), która dzień wcześniej
przyjechała ze wsi.
Tyson nie jest agresywny wobec innych psów. Podchodzi i chce wąchać a
później albo chce się bawić albo odchodzi.
Nie sprawia kłopotów w komunikacji miejskiej, ale bojaźliwy więc nie
zabieram go często do miasta. Podczas sylwestra nie chciał wychodzić.
Jeden wystrzał petardy i pies staje się autystyczny, ślepy, głuchy i
prosto do domu śmiga.
Po mieszkaniu wszędzie za mną chodzi i najchętniej spałby w moim łóżku
ale zdecydowałam że to nie miejsce dla niego. Chociaż nadal ustalamy
kto rządzi w naszym dwuosobowym stadzie :)
Fajnie jest z Tysonem, bo jak wychodzę z nim na spacer między północą
o 3 w nocy (bo lubię do późna nad papierami siedzieć), to się nie
boję, bo ludzie widząc amstaffa omijają mnie z daleka. Oczywiście ci
którzy nie wiedzą, że jest łaodny, chociaż raz się zdarzyło, że jakiś
facet na mnie zaczął krzyczeć, to Tyson zaczął na niego warcześć i
szczekać. Gość się wycofał :) Generalnie jestem szczęśliwa że mam
Tysona, bo jak mam gorszy dzień albo na mnie migrena, to zawsze się do
swojego sierściucha przytule albo jak mi jest zimno, bo on ma takie
ciepłe ciałko :) No inie ukrywam, że się dzięki niemu czuję
bezpieczniej. Oczywiście pies jest ubezpieczony. Wykupiłam mu OC. Aby
mieć pewność, że się ze smyczy nie zerwie to sprowadziłam mu z usa
atestowaną obrożę i smycz które mają wieczystą gwarancję i jak pies to
zerwie lub przegryzie to wymieniają za darmo na nowy egzemplarz :)
Karmię go karmą Eukunabua oraz Royal Canin ale i tak najbardziej lubi
kurczaka i wołowinę gotowane na parze i pokrojone w małe kawałki. Ale
je też warzywa i owoce, chociaż mandarynki i cytryna nie są jego
ulubionymi.
Nie jest też fanem śniegu zrobi co trzeba chwile pochodzi i poniucha i
chce śmigać do domu. Chociaż jak na spacerze jest Luna to zabawy nie
odpuści :)
--
Z pozdrowieniami
Kira Radlińska
KR EKO
właścicielka





Witam serdecznie!
Od kąd ostatnio pisałam bardzo dużo się zmieniła. Mila jest zupełnie innym psem niż kilka miesięcy temu, zarówno wygląd jak i zachowanie zmieniły się o 180*. Na początku ze spacerami było bardzo ciężko, była bardzo wystraszona. Przyzwyczajaliśmy ją do hałasu na początku w domu - trzaskaliśmy drzwiami, szufladami, czym się dało, po jakimś czasie zobaczyła że nic złego się nie dzieje i powoli, powoli stawała się coraz bardziej odważniejsza. Chodzimy z nią na szkolenia, ładnie chodzi na smyczy, prawie zawsze przychodzi jak się ją woła ;) , uwielbia biegać po polanie która jest niedaleko naszego domu, bawimy się w chowanego między krzakami, aportować też już potrafi chociaż na razie najlepiej jej to wychodzi tylko w ogródku.. Jeśli chodzi o ogródek to niestety był w tragicznym stanie, ale już jest po naprawach. Musimy jej bardziej pilnować teraz. Mila potrafi bardzo wysoko skakać i moja siostra ma zamiar wykorzystać tę umiejętność i żywiołowość w agility, no ale jeszcze zobaczymy. Jazdy samochodem nie są jej ulubionym zajęciem, kiepsko znosi podróże, chociaż po ostatnim wielkanocnym wyjeździe zdaje się coraz lepiej czuć w samochodzie. Myślę, że zupełnie się przyzwyczai. To chyba na razie tyle jeśli chodzi o informacje, myślę, że zdięcia jeszcze bardziej Was zainteresują ;)
Dziękujemy i pozdrawiamy pracowników Azylu-trzymajcie się!
Patrycja Bączek
Pozdrawiam

.jpg)
W zaadoptowałam Bel. Chciałam uspokoić, że pięknie chodzi na smyczy od pierwszego spaceru. Pierwszą noc spędziła cichutko pod łóżkiem, ale od soboty chodzi już bez lęku po mieszkaniu. Lubi podróże samochodem. Bardzo dzielnie zniosła wizytę u lekarza i szczepienie.
Pozdrowienia.
.jpg)
Fuks przyczłapał do naszego domu w końcu sierpnia 2007 roku, w wieku ok. 9 miesięcy. Od progu szeroko uśmiechnięty. Nazywaliśmy go chłopcem z zapałkami, bo tak wyglądały jego zagipsowane obie przednie łapy, owinięte białym bandażem, spod którego wyzierały kudłate pędzelki stóp – niby łebki zapałek.
To pies z silną osobowością – dzielnie znosił fakt, że od kilku tygodni trzeba nosić na łapach te dziwne opatrunki, a co gorsza – nie można ich po prostu ogryzać, rozkoszując się strzępami gipsu w pysku. Radośnie kroczył w przyszłość na swych zapałkach – nazywany teraz „szurmanem”, z racji odgłosu, jaki wydawały jego łapy przesuwające się wolno po chodniku, ubrane w porządne buty zapobiegające zamoczeniu gipsu.
Fuks – przyjęty do Azylu Pod Psim Aniołem w Falenicy (www.psianiol.org.pl/co_robimy/projekty/ratujmy_razem/fuks) po poważnym wypadku samochodowym, miał być towarzyszem naszego życia przez kilka tygodni, do czasu wygojenia łap, a potem miał trafić do nowego domu – na stałe.
Stało się inaczej. Łapy – źle złożone – nie chciały się zrastać. Fuks przechodził kolejne, bolesne zabiegi, spędzając swe psie życie w parterze – trudno było mu chodzić, stać i siedzieć. Czas płynął. W końcu – z początkiem listopada – chude łapy ujrzały światło dzienne, a domownicy „chuchali i dmuchali” na to biedne zwierzę, żeby mu wynagrodzić trudy wielomiesięcznej choroby. I to był błąd …
Fuks – silny facet o mocnej psychice – dawno już zorientował się, kto w tym domu rządzi. I owijał nas wokół swego palca (pazura?!). Gwałtownie protestował, gdy musiał zostać w domu (szczekał, wył, rzucał się na drzwi). Szczekał, słysząc odgłosy z klatki schodowej. Na spacerach wszczynał burdy z każdym napotkanym psem (tylko wobec suczek był wyrozumiały). Ciągnął za sobą na smyczy swoich właścicieli, jak baloniki na sznureczkach. Nie przychodził na wołanie. Znosił do domu kamienie do zabawy lub kawały gruzu i nikomu tych skarbów nie chciał oddać. Wyjście na spacer było pewnym wyzwaniem… Nie lubił nagłego dotykania rejonów ciała oddalonych od uśmiechniętego pysia. Nie tolerował przymusu pod żadną postacią. Krótko mówiąc: robił to, co lubił - wtedy, kiedy lubił.
Zaczęły się „schody”. Oddanie Fuksa do schroniska, w którym oczekiwałby adopcji, po wielomiesięcznym pobycie u nas wydawało nam się barbarzyństwem, rozwiązaniem absolutnie najgorszym, czymś, co mogłoby nieodwracalnie złamać psychikę tego pogodnego psa i uniemożliwić mu życie w kolejnym ludzkim domu. Psa trzeba było … wychować!
Prześcigaliśmy się w pomysłach, co robić, żeby zmienić zachowanie Fuksa. Listonoszka znosiła do domu kolejne tomy zamawianych książek dotyczących psiego wychowania. Regularnie buszowaliśmy w Internecie. Fuks – triumfował. Zżerał kolejne piłeczki i gruz, nie chciał nas słuchać, a na domiar złego – był szalenie uroczy, chociaż mało wylewny w uczuciach. Patrzył wielkimi oczami w nasze oczy i, przekrzywiając łebek, pytał: nooo i kto tu rządzi?
W końcu, mając mierne wyniki wychowawcze, zdecydowaliśmy się w Fuksa… zainwestować. Nad Fuksem czuwał jego psi anioł – poznaliśmy Panią Małgorzatę, profesjonalnego tresera i nauczyciela dobrych manier z Psiej Szkoły Bis w Warszawie (www.szkoleniepsow.waw.pl). A także osobę o wielkim sercu, której bliskie są wszystkie psie sprawy wszystkich psów. Pani Małgorzata, poznawszy tego uroczego łobuza w czasie prywatnych lekcji, przejęta jego historią - zaproponowała ucywilizowanie naszego podopiecznego poprzez szkolenie w grupie innych psów. Jako pies ze schroniska, otrzymał specjalną zniżkę ceny kursu. Fuks poszedł do szkoły. Oj, nie było to łatwe! Pierwsze lekcje były koszmarem dla wszystkich uczestników szkolenia, naturalnie z wyjątkiem szalenie zadowolonego Fuksa! Bo Fuksio miał pole do popisu – wokół była tylko jedna suczka i gromada psów! Szczekał, szalał, pokazywał kły i wprowadzał totalny chaos w grupie! I nic sobie nie robił z obecności opiekunów.
Ale czas znowu płynął… Powtarzane ćwiczenia, kompetencja i ofiarność Pani Małgorzaty oraz Jej wspaniałych partnerów z psiej szkoły, dobrze odrabiane przez nas prace domowe z psem, zaczęły dawać rezultaty. Dlaczego tak późno wpadliśmy na pomysł skontaktowania się ze specjalistą?!
Fuks-mieszaniec zagiął psią arystokrację, otrzymując na egzaminie, jako jedyny spośród 5 zdających psiaków, ocenę doskonałą i złoty medal! Zaskoczył nas…
Mija blisko 20 miesięcy od chwili, kiedy Fuks wkroczył w nasze życie. Dziś jest ułożonym psem z charakterkiem, cudowną kudłatą przytulanką i wielką satysfakcją dla nas. Nie jest ideałem, bo osobowości psa nie da się wymienić na inną, może lepiej odpowiadającą naszym potrzebom.. Ale jest wesoły, skory do zabawy i grzeczny, choć bardzo samodzielny i wciąż próbujący dominować. Nie kocha swoich pobratymców, którzy może dali mu w kość jak błąkał się bez domu, ale toleruje ich obecność, jeżeli tylko w naszych rękach jest jego zabawka. Coraz częściej przyznaje nam prawo do wychodzenia z domu bez niego, jest spokojniejszy. Kiedy nie śmiga za piłeczką na spacerach – idzie grzecznie przy nas. Przychodzi na wołanie. Kocha dzieci i spacery. Dopomina się pieszczot – z parteru, oczywiście - bo łapy krzywo się zrosły i najwygodniej dla psa jest leżeć. Fuks uwielbia bieganie, pływanie, zabawy, piłeczkę, banany i swojego Pana.
Dzięki wielu psim aniołom - ludziom dobrej woli, Fuks ma teraz szczęśliwe psie życie : zdrowie, pełną michę, dużo pieszczot i zabaw, ciepły kąt. Tak niewiele trzeba było mu dać (trochę czasu i ćwiczeń), aby miał swoją ostatnią szansę:. A przecież mógł spędzić swe psie życie w schronisku …. I wtedy nie byłby szczęśliwym psem…
Nie bój się psa ze schroniska, który jest po wielu przykrych przejściach, najczęściej „zafundowanych” przez nas - ludzi. Każdy pies jest inny i inne ma problemy, ale każdy potrzebuje Ciebie – tak jak Ty potrzebujesz jego wpatrzonych w Ciebie brązowych, psich oczu, sympatycznego łobuzowania i bezgranicznej miłości.
Tego właśnie życzą Państwu – Fuksiomaniacy

Witam serdecznie!
Wczoraj adoptowałem od Państwa pieska (Szorstek a obecnie Luno :)).
Piesek bardzo spokojnie zniósł podróż samochodem do Milanówka, był
trochę wystraszony ale bardzo grzeczny. Po dotarciu na miejsce
niepewnie wysiadł z samochodu, ale po chwili biegał już pełen werwy i
obwąchiwał nowa okolicę, problem pojawił się dopiero przy wejściu po
schodach w bloku. Psiak położyła się przed chodami i nie chciał się
ruszyć. Wniosłem go na górę i wypuściłem dopiero w mieszkaniu.
Uradowany obiegł całe 50 m2 i zatrzymał się przy napełnionych
miskach,kolejny przystanek był na środku przedpokoju i uroczyste
oznakowanie nowego terytorium wielka kałużą :)
Po godzinie aklimatyzacji w mieszkaniu poszliśmy do weterynarza (ze
schodami przy schodzeniu też był mały problem, ale powolutku zszedł
sam). Pani weterynarz obejrzała pieska i stwierdziła, że jest bardzo
młody (nie ma nawet roku), zdrowy i czysty. Dostał tabletki na
odrobaczanie, a we wtorek jesteśmy umówieni na pierwsze szczepienie.
Powrót do mieszkania był już samodzielny, choć schody nadal
wywoływały strach. Połknął z jedzeniem tabletki na odrobaczenie i ok 22
wyszliśmy na wieczorny spacer, a póżniej spanie.
O 3 rano obudził mnie delikatnym piszczeniem i kręceniem się po
przedpokoju, wyszliśmy na spacer (już sam zbiegał po schodach!),
tabletki na odrobaczanie podziałały...
Po powrocie do domu spał grzecznie do 7 rano. Dziś nie było już
żadnego problemu z wychodzeniem ani wchodzeniem po schodach, choć Luno
ma chyba lek wysokości, bo podczas przejścia przez kładkę nad torami
był bardzo przestraszony. Myślę, że powoli sobie z tym poradzimy.
Dziękuje bardzo za tak wspaniałego psa i życzę by wszystkie zwierzaki
znalazły swój dom i swojego Anioła.
Pozdrawiam,
Cześć,
2 miesiące temu adoptowałam pieska z Fundacji (1355 Casto).
Co prawda nie nazywa się już Casto- ze względu na jego nadpobudliwość
ma teraz imię Adek (od ADHD..;).
Piesek miewa się dobrze- jest strasznym urwisem ale szybko się uczy i
rosnie jak na drożdzach:)
W załączeniu przesyłam parę zdjęć od momentu kiedy go wzięłam aż do
chwili obecnej:)
Pozdrawiam
Kasia

WITAM
Wysyłam kilka zdjęc Karmela może nie są najlepsze ale innym razem
zrobię z aparatu foto.
Karmel już się zadomowił , nawet je już z jednego talerzyka z Mrusia
Jest bardzo zabawny ,cały dzień śpi ,ale za to o godz2 w nocy daje do
wiwatu biega jak oszalały nie wyrabia się nz zakretach
sam się sobą zajmuje ,wszystkie zabawki już rozbroił .

Witam,
Miło mi donieść, że nasz Kapsel ma się dobrze, a nawet lepiej :-)
Zadomowił się już na dobre, nawet oszczekuje psy, które pojawiają się w
sąsiedztwie. No, i ponieważ nadal uwielbia jeść, nabiera też trochę ciała
:-) No i jest przeszczęśliwy :-)
Kochany pies po prostu.
Załączam ostatnie zdjęcia. Pozuje jak model...
Mam jeszcze pytanie: czy jest możliwość sprawdzenia, kiedy Kapsel był
wykastrowany? Weterynarz pytał się podczas wizyty i nie umiałam
odpowiedzieć.
Pozdrawiam serdecznie,
Małgorzata